środa, 8 lipca 2015

"Kolej na Ciebie"

„Kolej na Ciebie”

Dużo chciałoby się mówić,
jednak można się pogubić,
czas zaczynać od początku,
ruszać wątek tuż po wątku,
pisać również o miłości,
pisać słodko - bez przykrości,
sama widzisz - to niełatwe,
nieraz sam się na to natnę,
choć przeważnie nieświadomie,
gdy za szybko myśli gonię,
błędy staram się wykluczyć,
czytam czytam czas się uczyć,
oczywiste uczyć siebie,
wiesz że piszę to dla Ciebie,
czytam czytam raz dziesiąty,
widzę właśnie już błąd piąty,
analiza się nie kończy,
gdy korekta się załączy,
pomysł jeden pomysł drugi,
czytam czytam bo wiersz długi,
pomysł trzeci pomysł czwarty,
piąty mijam nic nie warty,
że pięć błędów była mowa,
się koncepcja rodzi nowa,
a że czytam raz trzynasty,
czas na Ciebie - czytaj raz Ty,
raz wystarczy - to marzenie,
czuję wtedy swe spełnienie,
że ktoś lubi że ktoś czyta,
że me myśli miło wita,
gdy literki składam w słowa,
słowa w rymy - o tym mowa,
tak powstaje coś nowego,
po co piszę? - nie wiem tego,
pytaj o to tych mądrzejszych,
choć to problem jeden z mniejszych,
ja szukałem już porady,
nadal szukam i wciąż blady,
tak być musi?- cóż różnica,
wiem pisanie nie zachwyca,
ten sam temat wciąż wałkuję,
o tym samym wciąż rymuję,
temat ciągle o pisaniu,
drugi temat o kochaniu,
lub tematów tych plecionka,
życzę Ci miłego dzionka,
bo jest trzecia środek nocy,
gdy to wyślę brak pomocy,
przeklniesz za to mnie zwyczajnie,
mi nie będzie przez to fajnie,
więc się wstrzymam z tym do rana,
zła Twa minka mi nie chciana,
wolę radość w Twoich oczach,
goniąc życie po poboczach,
ono biegnie mi za szybko,
życiu stanę na przeciwko,
chcę powiedzieć koniec tego,
chcę wypędzić ducha złego.

poniedziałek, 6 lipca 2015

"Dokładnie każda"

„Dokładnie każda”

Gdzieś daleko szukał weny,
wszędzie słyszał - my nie chcemy,
znalazł wenę blisko domu,
nie powiedział nic nikomu,
choć odległość to skok żabi,
to kobiety tej nie bawi,
poszukiwał w niej miłości,
a spotkały go przykrości,
z tym nie zgodził - się potyka,
znów to samo go spotyka,
męczy poci i wysila,
a wychodzi na debila,
takie życie tak tłumaczy,
gdy dla kogoś mało znaczy,
w wierszach po niej ma pamiątki,
wbija w głowy się zakątki,
szpera szuka i buszuje,
czego on tam poszukuje?
co on robi? - chce być miły?
chyba nie bo brak mu siły,
może jednak - tak wygląda,
nie oglądał w życiu Bonda,
ma swój sposób na fantazję,
pisze kiedy ma okazję,
świat gdy widzi niewyraźnie,
stawia na swą wyobraźnię,
sam zostawia coś po sobie,
pewna magia w tym sposobie,
nie jest pewien czy dla wielu,
kiedy w życiu brak mu celu,
i się pyta jak go znaleźć?
i jak więcej się nie zawieść?
on się uczy całe życie,
jak wygląda mądrym bycie,
go nurtuje to pytanie,
kiedy kocha piękne Panie,
bez mądrości - nieskutecznie,
miłe to jest? - niekoniecznie,
lecz miłości potrzebuje,
bo romantyzm on w niej czuje,
który trzyma wewnątrz siebie,
i przemawia nim do Ciebie,
tak mu dobrze? - tak być musi?
po co w sobie wszystko dusi?
i nie mówi to co czuje,
i marzenia jakie snuje,
to normalne jest i zdrowe?
to co robi jest typowe?
świat przemierza po omacku,
w życiu takim braknie blasku,
któż te oczy mu otworzy?
czy on życie swe ułoży?
by nie musiał iść po zmroku,
bać nie musiał stawiać kroku,
brak w kobiecie przewodnika,
nie wie z czego to wynika,
jak do pary znaleźć dłonie,
w żadnej miłość z nich nie płonie
nie chcą serca bić dla niego,
każda boi się głupiego.

niedziela, 5 lipca 2015

"Całe życie tak biadolę czy się kiedyś wygramolę?"

„Całe życie tak biadolę czy się kiedyś wygramolę?”

Się przeliczam - takie życie,
któż ma wszystko w jednym chwycie?
uwierz spieszę się pomału,
wiem wiem braknie mi zapału,
tempo życia to nie wszystko,
gdy upada się za nisko,
ciężko stamtąd wygramolić,
nic nie umiem - mam biadolić?
kogo spytać jak się wzbija?
gdy to życie tak przemija,
i nie zwalnia na zakrętach,
nie chcę myśleć już o świętach,
już zwyczajnie mnie nie bawią,
tak humoru nie poprawią,
cóż zdziałają one cuda,
od dna odbić w nie się uda?
kiedyś były wręcz magiczne,
te ostatnie już nieliczne,
bo co roku w sercu smutek,
wzajemności brak to skutek,
wiem co myślisz - się użalam,
i wiem wdziękiem nie powalam,
skąd się wzięło rymowanie?
jest ciekawe to pytanie,
lata temu się zaczęło,
może wtedy mnie pogięło,
jest związane to z chorobą?
byłem wtedy jeszcze sobą?
czy to były już początki?
mam z liceum dla pamiątki,
coś jak teraz w formie wiersza,
czy to była próba pierwsza?
próba pierwsza na pisanie,
nie zgadzało rymowanie,
jak dzisiejsze nie wygląda,
gdy się teraz go ogląda,
tam pisałem w innym stylu,
wcześniej brakło aż prób tylu,
choć to nadal nie perfekcja,
rym kolejny - nowa lekcja,
sama oceń - jest poprawa?
krok do przodu to podstawa,
czy te teksty nadal płytkie?
jak kaczątko będą brzydkie?
będą kiedyś wielką mocą?
tylko chyba z Twą pomocą
czy się uda? - czy pomożesz?
o tym pomyśl jeśli możesz,
wiesz to dużo nie kosztuje,
a poprawy dużo czuję,
i różnica niż przed laty,
uwierz widzę - widzę a Ty?
lecz źle robić się przeceniać,
też źle chyba nie doceniać,
prawda leży gdzieś w połowie?
oceń w którym bliżej słowie,
wyraź proszę po swojemu,
jeśli gorzko - spytam czemu.

sobota, 4 lipca 2015

"Rym do Ciotki"

„Rym do Ciotki”

Gdy pomysły - czerpać trzeba,
choć fantazją żyć się nie da,
to chwilami można fruwać,
czytaj cicho - zacznij wczuwać,
choć te teksty nie głębokie,
horyzonty nie szerokie,
to przez chwilę gdzieś odpływam,
zmartwień w chwili tej pozbywam,
w głowie rymy nie problemy,
o nich myśleć wiesz nie chcemy,
w rymach klucz mam do ucieczki,
to lekarstwo jak z apteczki,
od problemów wolna głowa,
bo w niej krążą tylko słowa,
jedno drugie trzecie czwarte,
gdy są razem - coś są warte?
ułożone w kolejności,
jaki humor po nich gości?
ja czasami do nich wracam,
o pięć minut życie skracam,
lepiej mówić przeskakuję,
w świat fantazji gdy wędruję,
czasem lubię siebie czytać,
co w mej głowie siebie spytać,
co myślałem - i tak czemu?
gdy pisałem po swojemu,
co w tej chwili w łbie siedziało,
czy pomysłów będzie mało?
kiedyś się wyczerpią pewnie,
bez namysłu - potajemnie,
wiem nie dadzą ostrzeżenia,
i pozbawią mnie natchnienia,
mózg mój będzie jak roślinka,
pewnie zblednie wtedy minka,
jak nie złożę już dwóch wersów,
jak zabraknie pary słów,
jakiś czas wstecz tak już miałem,
gdy Ci jeszcze nie pisałem,
Tyś na wiersze mym doktorem,
napędowym mym motorem,
po trzech latach urodziło,
bo tak długo nic nie było,
ani pary ani zwrotki,
aż tu nagle rym do Ciotki,
a z tą Ciotką to o Tobie,
złego jest coś w takim słowie?
tak użyłem - pasowało,
chyba Cię to nie bolało?
mówię Tobie w dobry sposób,
pewnie mówi dużo osób,
lecz coś złego? - źle to brzmi?
sama powiedz o tym mi,
się tak więcej nie wyrażę,
jak tak właśnie się okaże,
że to jakoś obraźliwe,
że nieszczere i dotkliwe.

piątek, 3 lipca 2015

"Gdzież wskazówka?"

„Gdzież wskazówka?”

Piszę prawie już dwa lata,
i nie będzie końca świata,
z tego cieszę się że tworzę,
że czasami coś ułożę,
tak jak mówię że czasami,
bawię właśnie się słowami,
się już tekstów nazbierało,
nawet powiem Ci nie mało,
dużo więcej niż tekst jeden,
więcej nawet też niż siedem,
więcej druga niż potęga,
nadal ze mnie niedołęga,
chociaż bawię się myślami,
nie nadążam już za Wami,
gdy się cieszę równym startem,
zawsze kończę to fallstartem,
innym razem start ten prześpię,
gdy w głębokim jestem we śnie,
tak niedobrze i tak źle,
złoty środek gdzież jest gdzie?
gdzież mam szukać? - gdzież wskazówka?
w głowie zgasła mi żarówka,
drogę w życiu co naświetla,
w życiu wszystko mi się tetra,
kiedy będzie tak jak chcemy?
i jest dobrze że powiemy,
chyba chcę za kolorowo,
me marzenia widząc zdrowo,
a to życie a nie bajka,
to jest Polska nie Jamajka,
żyję w Polsce tak wynikło,
wieku ćwierć już ponad pykło,
lepiej tutaj niż gdzieś indziej,
kraju barwy inne przywdziej,
a zrozumiesz o czym mówię,
nie ma mocy w euro stówie,
chciałbym tyle ile trzeba,
nie pracujesz nie masz chleba,
coraz marniej wszystko widzę,
sam czasami siebie wstydzę,
siebie właśnie swoich czynów,
to za duża dawka płynów?
sam już nie wiem obserwują,
gdy spojrzenia się krzyżują,
nagle gasną ich uśmiechy,
mi nie daje to uciechy,
bo już nie wiem - tylko w głowie?
i to fikcja? - kto mi powie?
i to wytwór wyobraźni,
ta choroba - to mnie błaźni,
nad nią czasem brak kontroli,
gdy się gapią to mnie boli,
w głowie pytań wtedy sterta,
co podpowiedź to oferta,
proste męczą mnie pytania,
i pod nosem męczą śmiania.

czwartek, 2 lipca 2015

"Coś czy coś więcej?"

„Coś czy coś więcej?”

W którym końcu miłość czeka?
to mnie wkurza że tak zwleka,
że tak skrycie przyczajona,
że odwagi pozbawiona,
się ujawnić nie potrafi,
się z ukrycia na mnie gapi,
lecz wiesz dobrze wspominałem,
że miłości się nie bałem,
i kochałem tak jak Ciebie,
i marzyłem też o niebie,
od młodości źle trafiałem,
już miłości wręcz się bałem,
bałem patrzeć na kobiety,
zakochałem się niestety,
lepiej brzmi zauroczyłem,
kochać słowo źle użyłem,
lecz tak mówi się potocznie,
gdy się kocha też zaocznie,
cóż różnica? - coś w serduszku,
się nie kocha tylko w łóżku,
choć tak mówią zakochuje,
gdy się właśnie tam ląduje,
miłość mówią że to chemia,
tak niczego to nie zmienia,
to przerasta mnie chwilami,
i wyrażam to tekstami,
widzisz płaczę się użalam,
i od świata się oddalam,
wiem pomału lecz skutecznie,
teraz właśnie to uwiecznię,
o tym mówi - ktoś pamięta?
jeszcze chwila będą święta,
czy markotne? - czy samotne?
tak jak życie są ulotne,
bo zwyczajnie przemijają,
już radości mi nie dają,
są już magii pozbawione,
i w miłości niespełnione,
bo potrzebny? - komu sobie?
wiesz ironia jest w tym słowie,
Bóg inaczej Świat planował,
z żebra Ewę uformował,
więc skąd biorą się samotni?
w wieczór taki jak sobotni,
co mi powiesz? - na życzenie?
nie czekają na spełnienie?
i nikt nie jest im potrzebny?
wiem sam jest ktoś - jak jest wredny,
i odpycha swą osobą,
miłość nie jest przypadkową,
bo to zgrane charaktery,
na ocenę najmniej cztery,
i wiesz że znam to z teorii,
nasłuchałem się historii,
a teoria to nie życie,
różne losy - wiem wierzycie,
bardzo rzadko się powtarza,
to co innym się przydarza.

środa, 1 lipca 2015

"Może i zmysłowo czy do końca jednak zdrowo?"

„Może i zmysłowo czy do końca jednak zdrowo?”

Powiem słowo Ci zmysłowe,
z podstawówki czaisz lowe?
głośno powiedz po polskiemu,
jak mówiłaś lata temu,
tak jak kiedyś wymawiałaś,
kiedy mówić się nie bałaś,
wierzę brzmiało to genialnie,
choć niż dzisiaj mniej realnie,
inna wtedy magia była,
inna w słowie była siła,
wtedy były z nas dzieciaki,
wtedy były w szkole paki,
szły osobno - szły dziewczęta,
chłopcy też - się to pamięta,
u mnie nadal ta nieśmiałość,
jak to nazwać? - późna małość,
jest możliwość - nie dojrzałem?
bo pokochać się nie dałem,
bo być może sam nie umiem,
więc dlaczego nie rozumiem?
czy to dla mnie niewidoczne?
czy to siły jakieś mroczne?
wolę jednak Boga moce,
nie wywołam choć je złocę,
one nie są do kupienia,
tak jak czytasz od niechcenia,
nie porusza Cię nie wzrusza,
do niczego Cię nie zmusza,
nie ma sprawy do zabawy,
siano jest jedynie z trawy,
w życiu znowu się rozbiegłem,
gdzie start znowu nie spostrzegłem,
z tyłu stałem ze trzy kroki,
jak nie spojrzeć dużo zwłoki,
powiedz jak ten czas nadgonić?
powiedz jak świat mam dogonić?
jak nadrobić swoje straty?
nie chcę pytać mamy taty,
wolę raczej spytać Ciebie,
uwierz brak mi słów na siebie,
proszę powiedz to normalne?
błędy moje są fatalne,
gdy z innego świata patrzysz,
nie chcę mówić ile znaczysz,
sama domyśl się dlaczego,
wiem nie muszę mówić tego,
myśli skończę i zagubię,
sam już nie wiem po co mówię,
po co mówię i rymuję,
i uwalniam to co czuję,
po co wzdycham i oddycham,
gdy miłości nie spotykam.